O autorze
Jestem kilkoma osobami: mamą Misiów nr 1 i nr 2, ślubną 100% - owegoTaty, kobietą - chimerą, egzaltowaną dziewuszką, kimś spomiędzy nich wszystkich. Na MamaDu.pl będę przede wszystkim tą pierwszą.

Wolni od dzieci

Dorosły.
Dorosły. fot. Ryan Mcguire /CC0/
Zabieram głos w sprawie "stref wolnych od dzieci" z poślizgiem właściwym dla spracowanej kury domowej...

Jakby zapewne stwierdził mój Miś nr 1 (lat 5), który, z racji swojej najnowszej fascynacji, co rusz wciela się w postaci coraz to groźniejszych dinozaurów, brzmi prawie jak:

"Strefy wolne od tyranozaurów" *

A ja bym dorzuciła do tego swoje trzy grosze:

"Tylko dla dorosłych chimeryków"

Szczerze powiedziawszy, pierwsze słyszę o tej właśnie chimerycznej, jak dla mnie, koncepcji odseparowania, nie znanych mi bliżej, "dzieciotworów"

(bo tak właściwie należałoby przeformułować "dzieci", które, z perspektywy entuzjastów w/w enklaw, najwyraźniej pojmowane są jako zlepek wyłącznie negatywnych i destrukcyjnych cech charakteru; do tego niechlubnego melanżu oczywiście doklejana jest jeszcze nieudaczna i bezsilna masa pt. rodzice - w opinii największych speców od wychowania, rzecz powszechnie wiadoma, czyli bezdzietnych)

od nienagannych w swoich manierach dorosłych (podobno, nie sprawdzałam osobiście), poszukujących namiastki własnego azylu w miejscu publicznym, np. takim jak restauracja

(czy to aby nie trochę przewrotne pragnienie, biorąc pod uwagę specyfikę punktów ogólnodostępnych, nawet po wyeksmitowaniu zeń wszystkich dzieci?);

od wiecznie dojrzałych, którzy rodzili się, mając naturalnie po 18 lat (przy tej okazji bardzo wdzięczny, w odniesieniu do bieżącego kontekstu, cytat ze słynnego Charlie Chaplin'a: "Kto nigdy nie był dzieckiem, nie może stać się dorosłym.")

albo wreszcie od takich w kwiecie wieku, co to doskonale pamiętają swoje dzieciństwo od kolebki i wspominają je jako "krainę, niczym nie zmąconej, ciszy i spokoju" w całej swej rozciągłości.

Moja z kolei reakcja? Phiii, a to dobre! Trzeba przyznać, nie lada kuriozum.

Tak że, spokojnie, nie będę pikietować przed wejściem do restauracji, tudzież innych lokali, które pieczętując się znakiem jawnej niechęci względem dzieciatych, w praktyce odstraszają tylko swoich potencjalnych klientów, wśród których niekoniecznie muszą się znaleźć same rodziny z dziećmi. Ale co tam, nie moja strata.

Nie mam zamiaru handryczyć się z kimkolwiek o to, w którym kącie powinnam siedzieć wraz ze swoimi Misiami (bez względu na osobiste upodobania mojej rodziny), w jakim promieniu od naszego stolika znajduje się symboliczna linia demarkacyjna, której kategorycznie nie wolno nam przekraczać albo kiedy przebijemy górną granicę dopuszczalnego hałasu i zostaniemy okrzyknięci zakałą całej restauracyjnej klienteli itp.


Chrzanię takie przybytki. Oddaję je wszystkim 'dinksom'** oraz krypto - rodzicom tego świata walkowerem.

W zasadzie mam tylko jedno poważniejsze zastrzeżenie:

Zostawmy dzieci i ich stwórców w świętym spokoju. Nie piętnujmy nikogo na społecznym gruncie naszej narodowej areny. Bo dlaczego mielibyśmy to robić?!Generalizowanie bywa przecież szalenie krzywdzące.

Dla przykładu, przetestujmy wydźwięk odwrotności "zakazu przebywania z dziećmi". Zabieg sprowadziłby się de facto do identycznego rezultatu, a samym dzieciatym jakąż by zrobił różnicę...

"Nie lubisz dzieci - Twoja strefa jest tutaj"

albo

"Dinksom ** - wstęp wzbroniony!"

I jak, podoba się??...


Na koniec kolejny cytat, który zyskał mój aplauz:

"Co to jest człowiek dorosły?
Dziecko nadęte latami."


Autor: Simone de Beauvoir


*/ tzw. "jaszczur tyran" - jedno z najstraszniejszych zwierząt, zamieszkujących kiedykolwiek Ziemię

**/ Chodzi mi oczywiście o słownikowych dinksów.
Trwa ładowanie komentarzy...