O autorze
Jestem kilkoma osobami: mamą Misiów nr 1 i nr 2, ślubną 100% - owegoTaty, kobietą - chimerą, egzaltowaną dziewuszką, kimś spomiędzy nich wszystkich. Na MamaDu.pl będę przede wszystkim tą pierwszą.

W płomieniach Wstydu

W temacie "obciachowych" lub co najmniej kłopotliwych sytuacji...

Wspomnienie sprzed dwóch lat, z Misiem nr 1 w roli głównej:

Piątkowy wieczór. Jak co tydzień spędzamy go całą rodziną w kolejce kasy sklepowej. Byłoby o wiele rodzinniej, znaczy kameralniej, gdyby nie niezbity fakt znalezienia się w nowo otwartym LIDL-u, który pociągnął za sobą całe tabuny obcych rodzin, oczekujących na skasowanie. Także jak co tydzień, w wykładanie na taśmę tygodniowych zapasów, a następnie w przerzucanie tychże z powrotem do koszykowego wózka, ażeby w dalszej części zakupowego rytuału zająć się pakowaniem wszystkiego w biodegradowalne torby, z zagospodarowaniem ich najwęższych zakamarków – zaangażowany jest wyłącznie Tatuś.

Mamusia, w kontekście zbliżających się Świąt, tym bardziej robi za ozdobę, świecąc oczami za własną bezczynność.

Syn, energiczny trzylatek, wyraźnie dopinguje Tatę:
- Tata, jeszcze to, jeszcze to, jeszcze to!...

Aż tu nagle… W tym błogim oczekiwaniu na dojście do nagrzanego auta oraz wygodne usadowienie się w fotelu pasażerskim, zdarza się absolutne odstępstwo od „piątkowej reguły”(!)...

Otóż Mamusia budzi się w tej samej kasie sklepowej z naręczem „-dziestu” jogurtów i ma ułamki sekund, aby zdecydować, co z tym dalej począć. Niestety czas mija bezlitośnie, toteż z ust Syna padają słowa, szczere aż do bólu:
- MATKA! MYŚL TROCHĘ!

Łańcuch rodzin w kolejce... W ŚMIECH!!!

- Czy ja naprawdę jestem w LIDL-u??? – pyta samej siebie w zdruzgotanym duchu.

I Matka czuje się właśnie jak ta maciora na arenie cyrku, w którą, za sprawą pokątnych sztuczek, przeistoczyła się z prima baleriny; wobec powyższego numer z hula-holem okazał się totalną katastrofą…
Trwa ładowanie komentarzy...