O autorze
Jestem kilkoma osobami: mamą Misiów nr 1 i nr 2, ślubną 100% - owegoTaty, kobietą - chimerą, egzaltowaną dziewuszką, kimś spomiędzy nich wszystkich. Na MamaDu.pl będę przede wszystkim tą pierwszą.

Puchatkowo de novo

Fot. Thomas Lefebvre / CC0 /
Nowe Mamadu, to i nowa Misiowa Mama się objawia. /znana Wam skądinąd jako Matka Wariatka/ WITAJCIE!

Zmachałam się ciutkę, żeby tutaj dotrzeć. Życie toczyło mi się w ostatnim czasie pod ostrą górkę. Co prawda wgramoliłam się na nią koniec końców i omal nawet nie pękłam z dumy, lecz niejedną dolinę po drodze zaliczyłam, wiele mostów za sobą popaliłam i nie raz mnie za to pokarało.

Najtrudniejsze było rozstanie z Misiami. Trwało jakąś wieczność i jeszcze trochę. Jednak zakładany efekt misji, na którą tak naprawdę zdecydowałam się właśnie dla nich, uzbroił mnie w wytrwałość niezłomnej niedźwiedzicy. Wróciłam na dobre i aby już dobrze działo się w Puchatkowie (tajemnicza jak zwykle - pod tym względem akurat nic się nie zmieniło :)).

Długo oczekiwane powitanie miało takie oto odsłony:
Miś pierworodny, kiedy mnie zobaczył, najpierw popruł w moją stronę na łeb na szyję. Tuż przed metą zawrócił. Znowu podbiegł. Następnie stanął jak wryty. A na koniec wypalił:

- Pobawimy się w chowanego??
................................................ (dla odmiany matkę zamurowało)
- Pobawmy się w chowanego! - zabrzmiało już euforycznie - nagląco.

Po tym, jak przez najdłuższy miesiąc w życiu byłam schowana przed światem i odcięta od Misiów, wizja dalszego chowania się, choćby dla zabawy, podziałała na mnie co najmniej frustrująco. Na szczęście ta wątpliwa przyjemność została mi odpuszczona. Mało tego, litościwy Miś wyszedł z inicjatywą iście niedźwiedziego przytulasa. Powitalny uścisk był na tyle kurczowy, że wydusił jeszcze z Misia na deser:

- Cieszę się, że wróciłaś! Bez Mamy nie da się żyć!



Miodzio.

Gdy Mały Miś (nawiasem mówiąc, około pół raza szerszy i bardziej uzębiony niż ostatnio) ujrzał matkę swą wyrodną, bez cienia grymasu wyszczerzył się do mnie i karmił tym "bananem" przez dłuższą chwilę. Jakież to było pokrzepiające i rozgrzeszające zarazem. W końcu nasza rozłąka potrwała konkretny kawałek jego życiorysu, bo aż 1/10! Dzięki Ci, Dzielniaku, żeś jednak nie spisał swej rodzicielki na straty.

Stary Niedźwiedź - wymizerniały i zapuszczony, jakim go nigdy nie znałam - w chwili małżeńskiej konfrontacji miał wyjątkowo bezpłciowy wyraz pyska. Zdaje się, że samotne tacierzyństwo dało mu porządnie w kość. A zatem, wobec braku sił witalnych po stronie tatusia, przywitanie ze ślubną nastąpiło na drodze wymiany leniwych spojrzeń. W sumie też całkiem oryginalnie.

Zmiany, zmiany, zmiany... (raczej nie należało się spodziewać, że życie Misiów - bez czasowego w nim udziału Misiowej Mamy - łaskawie się dla niej zatrzyma):

Wobec powyższego, najbardziej znamienitym, spośród nowych zdarzeń w Domu Misiów, okazał pierwszoetapowy akt uczłowieczenia Małego Misia. A mianowicie: awans z pozycji pełzającej do siadu. Precedens ten zapoczątkował nową erę braterskiej relacji. Jak się okazuje, człowiek siedzący jest już absolutnie godzien tego, aby zwracano na niego szczególną uwagę, czy nawet kierowano pod jego adresem rozbudowane monologi umoralniające. Zresztą Miś, który w pozycji siedzącej nieustannie się śmieje, imponująco długo obgryza jeden i ten sam klocek (oczywiście uśmiechając się spod tegoż) albo z zachwytem śledzi każdy ruch starszego brata to szalenie wdzięczny słuchacz oraz uczeń.

Kolejną, wyraźnie zauważalną, choć miejmy nadzieję, przejściową zmianą jest pojawienie się u starszego Misia... jakby to określić... zawadiackiej maniery spryciarza (?). W każdym razie działa to tak: niezależnie od przebiegu rozmowy i treści pytań zadawanych przez matkę i tylko matkę, gdyż bolączka ta jakoś nie dotyka ojca, odzew Misia jest rytualnie buńczuczny.

Słowotok, "odszczekiwanie się" bez powodu i klasyczne "a co!", pieczętujące każdą wypowiedź 5-latka. Gdyby nie miażdżąca częstotliwość tego procederu, pewnie traktowałabym podobne demonstracje z przymrużeniem oka i śmiałabym się pospołu z Niedźwiedziem. Ten umywa łapy i obstaje przy teorii, że to nawyki przedszkolne, tzw. domena "starszaków" - w gruncie rzeczy nieszkodliwe, a może wręcz przydatne kiedyś. O nie! Nie zamierzam chować syna na obraz i podobieństwo męskiego szowinisty - jeśli o tego rodzaju pragmatyzm rozchodziło się tatusiowi. A tak na poważnie... Sądzę, że to jednak mogą być przejawy odreagowania misiowej tęsknoty i żalu z wiadomej przyczyny. Poczekamy, zobaczymy. Jeżeli kluczem faktycznie okaże się nasze rozstanie, jestem raczej spokojna, że Misiu Starszy złagodnieje z powrotem pod mymi skrzydłami.

Chyba podążając śladami swego brata - guru, Maluszek również poczynił pewne ostre szlify w dziedzinie własnego charakterku. A jakże! Wygląda na to, iż - właśnie w trakcie mojej przedłużającej się nieobecności - dokonał bombowego odkrycia w rodzaju:
Po pierwsze - że bycie totalnie grzecznym plasuje go wśród niechlubnego grona totalnych nudziarzy.

Po drugie i przede wszystkim - że grzeczność/pobożnie ułożony charakter staje się kompletnie nieskuteczny w stanach wyjątkowych tj. kiedy potrzeba obwieszczenia całemu światu, czego chciałoby się najbardziej, stoi ponad wszystkim. A najbardziej, rzecz jasna, chce się w nocy. Mały brutal i jego dziki, bezkompromisowy wrzask każe półprzytomnej matce odbijać się od ścian, pokonywać kondygnacje domostwa, a wszystko dla pełnej i dobrze ciepłej flaszki. Moment, w którym ta się kończy stanowi kolejne zagrożenie dla eksplozji misiowego krzyku, na dodatek dwa razy bardziej bolesnego. Jest pewien tradycyjny, zręcznościowy sposób, który pozwala na wyjście z tej czystej manipulacji obronną ręką. Jeżeli w idealnie trafionym momencie uda nam się dokonać podmiany smoka butelkowego na kojąco - nasennego, wówczas resztki naszego nocnego snu będą uratowane.

Stary Niedźwiedź także zmienił się nie do poznania. Kolosalne doświadczenie w pracach domowych wszelakiej maści uczyniły zeń Perfekcyjną Panią Domu. Nareszcie będę miała sposobność poleżeć sobie bykiem na kanapie, nie tylko od święta!
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...